Uncategorized

Kilka słów o projektowaniu hotelu

Ostatnie miesiące to intensywna praca nad przestrzeniami publicznymi.
Oto krótka wypowiedź o hotelu Aparthotel no1, którego wnętrza realizuję na Wyspie Spichrzów w Gdańsku:

Reklamy
Zwykły wpis
konferencje, rozmyślania, Uncategorized

Kilka impresji z 4 Design Days w Katowicach

To był niezwykły czas – poniżej wstęp z panelu, który miałem przyjemność poprowadzić oraz tekst, który ukazał się w portalu Property Spaces, który przedstawia kilka zdań z moich wypowiedzi podczas jednego z paneli:

„Brak chęci do eksperymentowania i podejmowana ryzyka – to powoduje, że wszystko wokół nas: ulice i sklepy są do siebie podobne. Na to zwracał uwagę dr Jan Sikora, projektant wnętrz, podczas sesji „Less is more – jasny, przestronny, ergonomiczny i elegancki, czyli jak dziś projektuje się sklepy” w trakcie 4 Design Days.

Polacy nie lubią eksperymentować. Widać to nie tylko w projektach salonów sprzedaży, ale i na polskich ulicach, które zostały zmienione w całości na przestrzeń dla banków. – Centra miast przez to umierają. Odmieńmy te przestrzeni – apelował dr Jan Sikora.

Architekt namawiał do eskperymentowania w projektowaniu salonów sprzedaży. – Niech powstanie sklep w centrum handlowym bez witryny, tak aby ludzie mogli do niego bezpośrednio wejść. Niech będzie tam miejsce do siedzenia, chociażby niebanalnie na podłodze itd. Zróbmy coś nowego, świeżego i odłóżmy całą tę technolgię na bok – przekonywał architekt. Sikora podkreślał, że technologia powinna być przede wszystkim odpowiedzią na wizję.”

 

via: http://www.propertydesign.pl/architektura/104/architekci_nie_bojmy_sie_ryzyka_i_eksperymentu,7271.html

Zwykły wpis
Uncategorized

O architekturze minionego roku 2015

Poniżej krótki wywiad, który udzieliłem dla portalu Property Design:

http://www.propertydesign.pl/wywiady/109/jan_sikora_ocenia_polska_architekture_w_2015_roku,6832.html

 

Czy rok 2015 był dobrym czasem dla polskiej architektury?

To zależy. Z jednej strony – patrząc na liczbę np. nowych obiektów kultury i monumentalnych realizacji, rok 2015 był rekordowo dobry (Centrum Kulturalno – Kongresowe Jordanki w Toruniu, Centrum Dialogu Przełomy w Szczecinie, Narodowe Forum Muzyki to tylko niewielki wycinek, który pojawia się w zestawieniach). Nasza architektura jest coraz bardziej zauważalna na świecie i buduje się u nas coraz śmielej – zarówno pod względem formalnym jak i technologicznym. To samo dzieje się na świecie – pracownie takie jak Foster + Partners wykonują obecnie rekordowe liczby realizacji. Z drugiej jednak strony zadajmy sobie poważne, a mało modne ostatnio, pytanie: czy architektura to tylko „ikony” i monumentalne działania?

By dodać  kroplę dziegciu, bliski jestem realizmowi Filipa Springera, który zauważa trzeźwe fakty o polskiej architekturze: rzeki z miast znikają, porastamy billboardami, królują pastelowe elewacje i powstają osiedla widma.

Dla mnie więc prawdziwym sukcesem architektonicznym, jako np. mieszkańca Trójmiasta, byłby deptak w Gdyni na ul. Świętojańskiej (handel umiera, królują banki) czy zadbanie o podwórka w centrum historycznego Gdańska. Często jednak w debatach o przemianie przestrzeni publicznej dyskutuje się tylko w kontekście „ikon”, co znacznie, moim zdaniem, spłyca szerszy kontekst, kryjący się pod semantyką i społecznym znaczeniem pojęcia „architektura”. Warto więc się zastanowić co będzie teraz, w momencie gdy kończą się fundusze europejskie. Czy jesteśmy już na tyle świadomi by zająć się np. architekturą „drugiego planu”?

Jaki realizacje zasługują na miano projektu roku 2015?

Osobiście, trochę przewrotnie (w duchu powyższej wypowiedzi), wybrałbym Centrum Dialogu Przełomy w Szczecinie – za skromność i pokazanie, że wielkość architektury to nie zawsze monumentalność formy. Jako drugą realizację wybrałbym Pomorską Kolej Metropolitalną, gdyż jest to pierwsza od 40 lat zupełnie nowa linia kolejowa w Polsce – inwestycja trudna ale potrzebna i mocno osadzona w potrzebach społecznych. Za unikalny detal, pomysł na materiał i formę (niezwykłe betonowe płyty z odłamkami cegieł, osadzone w lokalnym krajobrazie kulturowym) wyróżniłbym toruńskie Centrum Kulturalno-Kongresowe Jordanki.

Zwykły wpis
Uncategorized

Tekst opisujący jeden z projektów

Jest pół godziny po pierwszej – działam właśnie nad opisem jednego z projektów (nad tworzeniem szkiców) i pomyślałem, że przytoczę go na blogu:

Legendy głoszą, że Indianie nie widzieli statków Krzysztofa Kolumba, gdyż ich umysł nie był w stanie pojąć czegoś tak innego. Tą opowieść można przełożyć na projektowanie – rysując miałem wrażenie, że oswajam tą przestrzeń. Z początku była mi ona nieznana – budziła moje przerażenie (było także tak dlatego, że była to ruina). Z czasem gdy na białej, czystej, kartce wykonywałem szkice – w mojej głowie pojawiało się uczucie bezpieczeństwa i spokoju. To zaskakujące jak bardzo emocjonalnym procesem było dla mnie tworzenie tego obiektu. Pokazało mi to drogę przy innych projektach – rysując zrozumiałem jak bardzo projektant nie projektuje elementów (szaf, krzeseł i np. kolorów) ale nastroje, poczucie bezpieczeństwa i schronienie. Zdałem sobie sprawę, że pod tym względem projektowanie biblioteki nie różni się od tworzenia pierwszych schronień przez ludzi pierwotnych. To uczucie – troski o przyszłych użytkowników – towarzyszyło mi od pierwszych rysunków aż po obserwowanie np. pani bibliotekarka, która obsługuje czytelnika. Zobaczyłem też, że profesjonalizmem jest dla mnie kultura rysunku, pracy i funkcjonowania obiektu na późniejszym etapie – jest to ta sama kultura, którą projektant – jako wizjoner – ma za zadanie zaszczepić w obiekcie. Jeśli ten proces – ten szkic – się uda to jest szansa, że przełamany zostanie pat ignorancji w traktowaniu miejsc publicznych w Polsce.

Zawsze pisząc takie teksty – od serca – zastanawiam się czy są czytelne i czy szczerość nie przysłania profesjonalizmu przekazu.

Zwykły wpis
Uncategorized

Architektura wnętrz to malowanie obrazów z przestrzeni

Widzę, że stosunkowodużo osób zagląda na mojego bloga – będę więc co jakiś czas pisał o projektowaniu, filozofii tworzenia, pracowni i życiu projektanta. Zaczynam od zamieszczenia pierwszego wpisu jaki tu zamieściłem na początku 2014 roku – opisuje on moje artystyczne życie we Francji. Miłej lektury i do usłyszenia 🙂

Początki mojej pracy twórczej wiążą się z malarstwem. Swojego czasu nawet gotowy byłem porzucić studiowanie architektury wnętrz dla artystycznego życia we Francji. Do dziś ten okres pełen zadumy nad abstrakcją, formami i plamą, wystawnego miejskiego życia w Lille i wystaw postrzegam jako najbardziej wartościowy pod względem twórczym. Nie tylko dlatego, że zauroczył mnie styl i urok francuskiej artystycznej bohemy ale dlatego, że wtedy jak niewiele razy wcześniej poznałem artystyczną wolność w pełni. Byłem człowiekiem polującym na abstrakcję wśród barokowych przestrzeni miasta. I choć było to na czwartym roku studiów i o projektowaniu wnętrz wiedziałem niewiele, to zaskakująco blisko byłem wtedy kluczowych problemów architektury i przestrzeni.

mmmmmmmmmmmm

Moje przemyślenia rodziły się przy porannej kawie a mgłą z której wyłaniało się miasto była para unosząca się leniwie z porcelanowej filiżanki. Obserwowałem, patrzyłem i czasem zamykałem powieki by dać sobie komfort postrzegania świata bez figuratywnych obrazów którymi karmiłem swój głodny umysł. Do dziś przepełniony jestem monumentalnymi zabytkami tamtejszej architektury ale także detalem dotykającym bezpośrednio kawiarnianego życia. W mojej głowie przeplata się więc zegar ratusza miejskiego z secesyjnym cyferblatem z bogatą ornamentyką. Kroki na ulicach, przeplatały te z wnętrz których echo i kontekst dźwięków był inny. Światło też się budziło do życia – inaczej w mieście a inaczej w kawiarni. Takie były poranki.

nnnnnnnnnnnn

Chwilę później byłem już między wysokimi ścianami dwóch kamienic i na granicy płynącego po tej przestrzeni światła rozkładałem sztalugę. Często czułem jeszcze smak pitej chwilę wcześniej kawy. Następnie rozpoczynał się rytuał rozkładania kufra malarskiego, przygotowywania farb na palecie i zastygania w pozie pierwszego posunięcia pędzlem. Na ulicy nagle rozlegał się wtedy tak doniosły dla mnie chrobot przesuwanego po płótnie pędzla. Działo się coś jeszcze bardziej doniosłego – ten pędzel zostawiał ślad. Był on często silny, nazbyt zobowiązujący i mobilizujący do koncentracji.

bbbbb

Tak zaczynało się malowanie obrazu. Zanim dotarłem do obrazów abstrakcyjnych, często próbowałem właśnie w taki sposób, na ulicy, opisać przestrzeń która mnie otaczała. Obserwowałem ją i próbowałem oddać na płótnie, robiąc (co oczywiste) pewną autorską syntezę.

Późniejsze malowanie obrazów (już w pracowni) było jak komponowanie płócien z fragmentów architektury miast i wspomnień. Ale dodawałem do tego coś jeszcze – swoją tęsknotę by przestrzenie te były idealne. By każda z plam, którą stawiam, była doskonała. Powstało kilka płócien, które oddają to jak wtedy się czułem. Które (jak mniemam) oddają to dlaczego nazywam ten okres najbliższym twórczej wolności. Te obrazy łączą w sobie piękno świata który mnie otaczał z wewnętrznym poczuciem że to co geometryczne i abstrakcyjne jest równie piękne. Pewna wyjątkowa dla mnie fuzja figuratywności i prostych form prowadziła mnie do ważnych dla mnie, i dla mojego późniejszego twórczego życia, chwil i wniosków.

La vie de la noir

Sześć lat później gdy przeszedłem jeszcze kilka innych dróg, zupełnie z innej strony doszedłem do tego samego miejsca. Ale jako projektant wnętrz. Zdałem sobie bowiem sprawę, że to ta sama potrzeba abstrakcji i tworzenie wyszukanych form prowadziła mnie przez tworzenie przestrzeni wnętrz i ich komponowanie. Tak samo, pijąc poranną kawę siadałem z ołówkiem na budowie i próbowałem opisać przestrzeń.

Często wydawało mi się, że projektowanie opiera się na doborze właściwych produktów, na opracowywaniu funkcjonalnego wnętrza czy na doskonałym jego zrealizowaniu. Ale po różnych okresach, gdy każdy z tych etapów wydawał mi się często najważniejszy, doszedłem do tego samego miejsca, tej samej francuskiej kawiarni w której siadałem jako młody człowiek. Do malowania abstrakcyjnych form. Tym razem jednak w przestrzeni.

Zdałem sobie sprawę z tego co było tak oczywiste i na wyciągnięcie ręki – z najbardziej oczywistej dla mnie prawdy: architekt wnętrz to malarz przestrzeni.

aaaaaaaaaaaa

Zwykły wpis