Uncategorized

Moje szkice ze Świata – część I

Zawsze miałem to niezwykłe szczęście, że mogłem podróżować. Nie były to jednak ani podróże z katalogu ani krajoznawcze ani wyprawy zorganizowane. Bardzo często było to po prostu „załapywanie się” na życie (jakby to powiedział jeden z moich idoli Jack Kerouac). Z początku jako mały brzdąc do 15 roku życia podróżowałem po polskim wybrzeżu i czasem po Europie. Potem gdy miałem 15 lat do wieku lat 19 zwiedzałem już prężnie Europę i kresy naszego kraju z Krajowym Funduszem na Rzecz Dzieci (Komańcza, Biecz, Ustroń itp.). Wyruszyłem też wtedy na pierwszą samotną wyprawę – była to pięciotygodniowa eskapada dookoła Europy autostopem. Budżet: 600zł. Była to podróż mistyczna, byłem nieustraszony i bardzo zdeterminowany. Potem były wyprawy do Skandynawii, Ameryki Południowej i Indii.  Większość przy niewielkim budżecie, łącznie rok mieszkania głównie w namiocie. Setki samochodów złapanych na autostopa – od posła przez mordercę.

Jednak chwilę, chciałbym się zatrzymać przy pierwszej dużej samotnej wyprawie dookoła Europy autostopem. Wtedy to postawiłem sobie bardzo ważny cel: rysować wszystko na co mam ochotę.

Kupiłem więc ryzę papieru, kilka flamastrów i zacząłem działać. Dzięki temu mam setki prac i wspomnień, które są mi bardzo bliskie. Dziś robiąc porządek w piwnicy, przy okazji zmiany zimowych opon na letnie, znalazłem kilka którymi chciałbym się z Wami podzielić. Będę je umieszczał co jakiś czas – w częściach. I będzie to wybór dnia – za każdym razem według innego klucza. Oczywiście powstawały też dzienniki ale to temat na zupełnie inny cykl…

Obrazek

Widok z okna kamienicy w Lille (Francja) gdzie pomieszkiwałem w trakcie studiów. Francja 2002

Obrazek

Rysunek palmy we włoskim miasteczku Bari, podróż dookoła Europy autostopem. Włochy 2003

Obrazek

Rysunek wykonany podczas podróży – wyjazd na autostradę, podróż dookoła Europy autostopem. Austria 2003

Obrazek

Rysunek wykonany podczas podróży – „leniwa” stacja benzynowa, podróż dookoła Europy autostopem. Włochy 2003

Obrazek

„Znikający portret szamana”, narysowane podczas wizyty u szamana podczas podróży po Ameryce Południowej, Kolumbia, 2008

Obrazek

„Wejście do starej szwedzkiej chaty”. Z wypraw do Skandynawii. Szwecja 2009

Obrazek

Rysunek wykonany podczas podróży – stacja benzynowa, podróż dookoła Europy autostopem. Włochy 2003

Obrazek

Rysunek wykonany podczas podróży – widok autostrady, podróż dookoła Europy autostopem. Włochy 2003

Obrazek

Obrazek

Rysunki wykonane podczas podróży – widoki wejścia do klasztoru na skale – Meteora , podróż dookoła Europy autostopem. Grecja 2003

Obrazek

„Kobieta i czajnik” 2004

Obrazek

„Kopie stykowe I”, szybkie rysunki z wyprawy autostopem dookoła Europy, Austria 2003

Obrazek

„Machu Pichu”, narysowane na szczycie starodawnej siedziby Inków, podczas podróży po Ameryce Południowej, Kolumbia, 2008

Obrazek

„Burzliwy czas”, narysowane podczas wyprawy w szwedzki góry, Szwecja 2001

Obrazek

„Leniwiec Tatu”, narysowane podczas przeprawy Amazonką do plemienia Yagua, podczas podróży po Ameryce Południowej, Peru, 2008

Obrazek

„Detal ze świątyni”, podczas podróży po Ameryce Południowej, Peru, 2008

Reklamy
Zwykły wpis
Uncategorized

Projektując miejsce kulturalne – praca nad adaptacją i rewitalizacją dworca w Rumi // część II

Już za kilka miesięcy dworzec w Rumi będzie gotowy.Obrazek

To niezwykłe – dwa lata szalenie ciekawej pracy projektowej. Obecnie rozkładam wszystko jeszcze raz na czynniki pierwsze przygotowując ostateczną wersję projektu wykonawczego. Dopracowuję szczegóły. To niesamowite połączenie przygotowywania dokumentacji, w której każdy najmniejszy element musi być opisany, każdy kolor musi mieć swój nr indeksu, z wyobrażaniem sobie tego wszystkiego razem.

To analiza na komputerze a w głowie synteza.

To jak tworzenie wzoru matematycznego gdzie tylko umysł człowieka zna rozwiązanie. Tylko w tym umyśle to wszystko – zapiski niezrozumiałe z początku dla przypadkowego albo akcydentalnego odbiorcy – ma swój ukryty sens.

Obrazek

Od czasu rozpoczęcia realizacji, każdy po kolei musiał zaufać projektantowi. Wizualizacje? Oczywiście coś na nich było widać… Ale to codzienne decyzje dotyczące materiałów, ich faktury, koloru, stopnia połysku, trwałości, atestów, zgodności z przepisami itd. są prawdziwym sekretem „kucharza”. I często musi on dosypywać różne przyprawy w trakcie gotowania (pisałem o tym w tym wpisie:  https://wnetrzasikory.wordpress.com/2014/03/05/harmonijne-komponowanie-przestrzeni/ ).

Obrazek

 

Jednak na obecnym etapie już wiadomo, że będzie to „barszcz czerwony z nutką dekadencji” 🙂 I to zobowiązuje – nie ma już dowolności. Nie mogę nagle wrzucić do tej „zupy” pachnących secesją parówek paryżanek lub modernistycznych ziemniaczanych kostek. Pole manewrów się zawęża – na autostradzie robi się tłoczno.A nie ma jak zwolnić.

Na szczęście pierwsze wrażenia osób dopuszczonych do oglądania budowy są dobre. Jakoś wszystko do siebie pasuje. Jakoś nikt nie zarzuca architektowi wnętrz, że „zrobił niestawną fuzję” lub (mówiąc językiem zaczerpniętym z „reala”) „zrobił jakąś kichę”. Trzeba być czujnym – to jest specyfika tego zawodu. Nie ma żartów – terminy i realizacja nieubłaganie pędzą.

2dok

1dok

A w samochodzie jeździ ze mną mój kufer malarski – już dwa tygodnie nie malowałem. Mam nadzieję, że uda się w ciągu najbliższych dni przegonić rysunkami rzeczywisty czas realizacji projektów i mieć wszystko w zupie 🙂

Obrazek

Zwykły wpis
Uncategorized

Marzenia wiosenne

zdjęcie (1)

Współczesne projektowanie jest często jak współczesny świat – bezduszne. Liczą się głównie liczby. Na swojej drodze poznałem wielu projektantów i byli często  kimś niewiele ponad ustalone zasady. Czy można wtedy nazwać się twórcą, gdy powtarza się schemat, linię kariery zawodowej oraz „poprawność polityczno-ideologiczną” którą zaproponował nam ktoś inny (rodzic, nauczyciel, idol)?

A może to tylko popłuczyny młodzieńczego buntu we mnie (wszek każdy był kiedyś młody)?

 

W tym świecie jedni z nas mają wyższe aspiracje, inni niższe. Jedni widzą szersze tło, inni szerszy kontekst a jeszcze inni wrażliwi są na ostre światło natchnienia lub krytyki. A często ten (w moim mniemaniu  – wybrany) twórca napawa się swoim talentem jakby ktoś dał mu pączka, w którym dżemowa wysepka rozkoszy się nie kończy. Ale wszystko się kończy – nawet największy inteligent świata kiedyś zamilknie. Jest więc koniec każdej książki i sprawiedliwość.

 

A moim zdaniem jest wybawienie z tego wszystkiego. Są nim marzenia. Nigdy (poza miłością mojego życia) nikt i nic mnie nie zniewolił swoim subtelnym i promiennym urokiem jak one. I czym dłużej projektuję, z każdą budową, z każdym śladem dorobku na moim telefonie, każdym tytułem, śladem uznania, fałszywym alarmem o domniemanej sławie lub śmierci – to one (marzenia) są najcenniejsze.

Nie wiem jak Wy macie – wszak nieczęsto rozmawiam z Wami tak intymnie jak z samym sobą na tym blogu – ale ja mam tak, że często wracam do marzeń, jakby były cenniejsze od złota i wieczne. Czy dlatego, że są niezrealizowane? A może dlatego, że są tylko moje? A może chodzi o to, że tak dobrze mi są znane i abstrakcyjne?

Wiecie już teraz co uważam:

  1. Współczesny świat jest bezduszny
  2. Marzenia są duszą człowieka

I co można z tym zrobić / po co piszę te słowa?

A jakoś tak – po ludzku, bo zbliża się wiosna. A wraz z nią rodzi się wiara, że za sprawą tych marzeń świat może być inny. Rodzi się wiara, że zakończą żywot bezduszne tęsknoty w nas i już na zawsze zamieszkam w Paryżu Woodyego Allena (ale o tym nie będę pisał bo przerażają mnie te równoległe wszechświaty).

Ależ ze mnie romantyk!

zdjęcie 2

zdjęcie 1

Ale też i realista – ostatnio malowałem nad brzegiem jeziora. I chwile te zapamiętam bo choć gnał mnie tam przypływ ciepłych dni to jednak znalazłem tam dużo więcej. Byłem kim chciałem a świat wiosennie niczym ptaki mi przygrywał. Czy wygrałem, czy pregrałem? Nie było takich pytań! Niczym z poezji Artura Rimbaud – przebijał z tego wszystkiego duch konkretnej formy.

 

Nie myślcie, że piszę dla Was – to mój świat i czasem po prostu za nim tęsknię.

Obrazek

Zwykły wpis
Uncategorized

PORTRET POLSKIEGO WYBRZEŻA – MAŁA ARCHITEKTURA fragment doktoratu część I

Cieszę się, że w statystykach odwiedzin swojego bloga widzę coraz więcej ciekawych miejsc (Zimbabwe?) i osób / osobistości. Zdarza się, że dziennie odwiedza tego bloga do 200 osób, co jak na kilkumiesięczną aktywność wydaje mi się całkiem dobrym wynikiem. Jest to dla mnie niezbywalny dowód na to, że treści które przekazuje posiadają swoją wartość oraz są z różnych powodów przydatne. Bardzo mnie to cieszy – dziękuję za zainteresowane!

Dzisiaj, jako że zbliża się czas gdy spacery nadmorskie i korzystanie z uroków wybrzeża, z racji nadchodzącej wiosny, będzie coraz bardziej przyjemne, chciałbym Wam przedstawić pierwszą część „Portretu polskiego wybrzeża”. Jest to fragment mojej pracy doktorskiej, który analizował to niezwykłe miejsce na mapie Polski. Co jakiś czas będę dorzucał różne fragmenty pracy. Jak chcecie być na bieżąco kliknijcie w guzik Follow.

Obrazek

PORTRET POLSKIEGO WYBRZEŻA – MAŁA ARCHITEKTURA 

„Mała architektura (obiekt małej architektury) to zespoły niewielkich obiektów budowlanych, wznoszonych w ramach zagospodarowania
terenu. Do podstawowych typów obiektów małej architektury zaliczamy:

1) obiekty kultu religijnego, takie jak: kapliczka, krzyż przydrożny, figura,

2) obiekty architektury ogrodowej, takie jak: altana, posąg, wodotrysk,
ogrodzenie,

3) obiekty rekreacyjno-użytkowe – służące rekreacji
codziennej, takie jak: piaskownica, huśtawka, ławki,

4) obiekty będące częścią infrastruktury miejskiej: ławki, latarnie, słup ogłoszeniowy, słupki
parkingowe, ogrodzenia i bramy,

5) obiekty służące utrzymanie czystości: kosze na śmieci, kontenery na używaną odzież itp. (por.
Prawo budowlane, art. 3, pkt. 4 ustawy z dnia 7 lipca 1994).

 

Mała architektura odgrywa bardzo ważną rolę we wnętrzach krajobrazu naturalnego i zbudowanego. Jest ona sztuką kształtowania krajobrazów kulturowych, a jej zasadnicze cele to porządkowanie i kreatywność. Nadawanie kształtu, funkcji, porządkowanie i integrowanie wielu aspektów obiektu, miejsca, jest czynnością architektoniczną, ale zawiera się w tym także element kreatywny, wizjonerski (por. Grajewski 2001).

Obrazek

Mała architektura ze względu na małą skalę oraz tymczasowy charakter jest traktowana w sposób dużo mniej rygorystyczny niż obiekty „dużej” architektury. W wyniku takiego stanu rzeczy wiele krajobrazów kulturowych, w tym tereny i kurorty nadmorskie, pełne są obiektów o różnym znaczeniu formalnym i stylistycznym, które zakłócać mogą odbiór miejsca i jego naturalną harmonię. Mała architektura na polskim wybrzeżu często jest tworem przypadkowym. Wynika to zarówno ze złej edukacji, jak i złego ustawodawstwa i jego respektowania. Tymczasem obiekty małej architektury, ze względu na swoją specyfikę, wspomagać mogą funkcjonalność otoczenia, mogą też edukować. Ważne jednak by funkcja była jasno określona i by obiekt swoim istnieniem nie zaburzał odbioru całego otoczenia. Projektowanie małej architektury nie jest więc zadaniem polegającym na stworzeniu autonomicznego obiektu, o samoistnej funkcji i estetyce, ale zadaniem, którego celem jest tworzenie potencjału miejsca – zarówno w sferze ludzkiej aktywności, jak i w sferze
całego krajobrazu kulturowego. Rozpatrując problem znaczenia małej architektury należy zwrócić uwagę na pewien dylemat, zwłaszcza, który pojawia się wówczas, gdy chcemy odnieść to pojęcie do strefy plaży (i kultury plażowania). Nie operując formalną definicją trudno jest określić dokładnie gdzie są granice semantyczne pojęcia „mała architektura”. Wiemy, że są to elementy małe i są elementami architektury. Powstaje jednak pytanie, czy np. śmietnik na plaży może stanowić architekturę lub czy fontanna jest mała. Idąc dalej tym tropem – co oznacza, że coś jest małe? To, co jest małe dla dorosłego człowieka – np. ławka, będzie duże dla dziecka. Można
więc powiedzieć, iż jest to pojęcie związane ze skalą obiektu, ale zawsze rozpatrywane w kontekście otoczenia. Występuje tutaj
relatywizm i subiektywizm odbioru. Podobnie jak w przypadku koloru występuje powidok, tak skalę obiektu określić można przez jego otoczenie oraz przez subiektywny odbiór skali przez daną osobę. Przymiotnik „mała” w odniesieniu do architektury, występuje jako odnośnik do skali, czyli do obiektu dużego (mała architektura jest zatem pojmowana zawsze w kontekście architektury „dużej”).
Jeśli więc tak, to czy mała architektura ma rację bytu sama w sobie – bez odnośnika skali jakim jest architektura sama w sobie? Wyobraźmy sobie miejsce jakim jest strefa plaży, w której nie występuje architektura. Czy wobec tego może istnieć tam „mała” architektura? A może wobec braku architektury na plaży, elementy „małej” architektury stają się po prostu architekturą, przejmują jej funkcję i określają skalę? W krajobrazie plaży „małą” architekturą będą zamki z piasku okazjonalnie budowane przez dzieci. Elementy „małej” architektury określać będą szeroko rozumiany komfort człowieka. Mogą zapewniać poczucie bezpieczeństwa i dawać schronienie, nie tylko w rozumieniu fizycznej przestrzeni, ale także w ujęciu psychologicznym i socjologicznym.

Obrazek
Obserwując zachowania ludzi, którzy wkraczają w strefę plaży, można zauważyć pierwotną potrzebę człowieka do szukania schronienia, do oswajania przestrzeni i nadawania jej znaczenia. Raz oparciem dla pleców jest kamień, raz jest on obiektem do suszenia ręcznika, raz siedziskiem, a innym razem osłania przed słońcem. Przykładów „oswajania przestrzeni” można podawać bardzo wiele. Na przykładzie kamienia, kawałka pnia, czy całego drzewa, widać wyraźnie tę potrzebę. Obrazek

Podobnie, obiekty do „własnego kreowania przestrzeni” jakimi są parawany, stanowią substytut architektury. Funkcję taką może pełnić mały namiot rozstawiany na plaży lub słomiane kosze ustawione w różnych miejscach. Stanowią one chwilowy, tymczasowy dom, który daje poczucie bezpieczeństwa. Innym przykładem jest człowiek, siadający na plaży i rozkładający ręcznik.

Obrazek

Ręcznik psychologicznie stanowi podstawę – uporządkowuje i czyni przewidywalnym kawałek plaży. Postawiona obok torba może pełnić rolę „ściany” naszego domostwa, gdy z perspektywy osoby leżącej, staje się ona architekturą. Funkcję taką może pełnić butelka z wodą lub ułożone w kostkę ubranie i
buty.

Obrazek

Ważną funkcją elementów „małej” architektury na plaży jest segmentacja przestrzeni na prywatną i publiczną. Osoba na plaży (może to być grupa) wydziela w przestrzeni publicznej własną nieformalną przestrzeń prywatną. Staje się posiadaczem, na określony czas, danego kawałka plaży. Istnieją też plażowicze, którzy wracają do tego samego miejsca wielokrotnie uważając je za własne. Identyfikują je na podstawie wcześniej wykonanych „nasypów”, „wałów”, usytuowanych tak kamieni, krzewów (tzw. punktów orientacyjnych). Przyzwyczajają się do niego i tworzą związki emocjonalne z tak stworzonym miejscem. Motorem do takiego typu zachowań jest potrzeba bezpieczeństwa. Potrzeba ta sprawia, że jednostka kreuje przestrzeń dookoła swojej osoby. Mechanizmów działania, które doprowadzają do poczucia bezpieczeństwa, jest wiele. Oprócz wspomnianych wcześniej naturalnych lub sztucznych przedmiotów i rekwizytów, mogą to być także określone praktyki i zachowania. Pierwszym z nich jest wybór miejsca na plaży. W cenie są miejsca z dala od ludzi, jednak na tyle blisko, by byli oni w zasięgu wzroku. Po zbudowaniu na plaży „swojej prywatnej przestrzeni” możemy już ze spokojem obserwować jak przestrzeń dookoła nas się tworzy, jak inni ją „budują” i naznaczają różnymi elementami „małej” architektury.

Część ludzi wybiera swoje miejsca nad wodą, by móc w sposób sprawny z nią obcować. Dla innych ludzi preferowanym miejscem będzie zacieniona przestrzeń pod skarpą. Człowiek zazwyczaj wybiera miejsca z dobrym widokiem, nie wybiera zagłębienia lub przestrzeni ograniczonej np. skarpą z trzech stron, czy zaułka. Tego typu przestrzenie ograniczałyby jego swobodę, mogłyby zachwiać jego poczucie panowania nad przestrzenią i wywołać uczucie „bycia w potrzasku”. Konkludując, w strefie plaży każdy użytkownik (plażowicz) jest swoistym architektem, projektantem i budowniczym, który z elementów naturalnych lub sztucznych tworzy i zagospodarowuje własną przestrzeń – własny mini krajobraz kulturowy.”

 

Zwykły wpis