konferencje, rozmyślania, Uncategorized

Kilka impresji z 4 Design Days w Katowicach

To był niezwykły czas – poniżej wstęp z panelu, który miałem przyjemność poprowadzić oraz tekst, który ukazał się w portalu Property Spaces, który przedstawia kilka zdań z moich wypowiedzi podczas jednego z paneli:

„Brak chęci do eksperymentowania i podejmowana ryzyka – to powoduje, że wszystko wokół nas: ulice i sklepy są do siebie podobne. Na to zwracał uwagę dr Jan Sikora, projektant wnętrz, podczas sesji „Less is more – jasny, przestronny, ergonomiczny i elegancki, czyli jak dziś projektuje się sklepy” w trakcie 4 Design Days.

Polacy nie lubią eksperymentować. Widać to nie tylko w projektach salonów sprzedaży, ale i na polskich ulicach, które zostały zmienione w całości na przestrzeń dla banków. – Centra miast przez to umierają. Odmieńmy te przestrzeni – apelował dr Jan Sikora.

Architekt namawiał do eskperymentowania w projektowaniu salonów sprzedaży. – Niech powstanie sklep w centrum handlowym bez witryny, tak aby ludzie mogli do niego bezpośrednio wejść. Niech będzie tam miejsce do siedzenia, chociażby niebanalnie na podłodze itd. Zróbmy coś nowego, świeżego i odłóżmy całą tę technolgię na bok – przekonywał architekt. Sikora podkreślał, że technologia powinna być przede wszystkim odpowiedzią na wizję.”

 

via: http://www.propertydesign.pl/architektura/104/architekci_nie_bojmy_sie_ryzyka_i_eksperymentu,7271.html

Zwykły wpis
obrazy, rozmyślania

Malując na ulicach Francji

Kilka lat już minęło od czasu jak toczyłem artystyczne życie we Francji, To była inna rzeczywistość dlatego, że u podstaw mojego życia tam był jeden powód: malowanie obrazów. I większość moich działań było związane właśnie z tą potrzebą i jej podporządkowane.

La vie de la noir

Od logistyki podróży między Polską a Francją, przez unikalne rytuały a skończywszy na muzyce której słychałem – przez pryzmat czasu całość wydaje mi się pełna osobliwego uroku.

3A

Było to poznawanie kraju przez pryzmat ulic jego miast – setek godzin, które na nich spędziłem, próbując udokumentować życie tamtejszych ludzi. Co ciekawe z czasem sam stałem się częścią tego życia. – cżłowiekiem widywanym ze sztalugą i płótnem pod pachą. Malowałem głównie zabytki – neoklasyczną ornamentykę do dziś czuję w odciskach od pędzla.

1-kopia

Całość miasta – jak w każdej większej aglomeracji na świecie – skoncentrowana była na celebracji aktywnego życia: praca, dom, metro – ciągły bieg.

A kim byłem ja? Intruzem, który się na chwilę zatrzymał – niewielkim punktem na mapie miasta i w czasie tego miejsca.

bbbbb1

I zapewniam was – jeśli choć na cztery godziny usiedlibyście bez komputera, telefonu i bliskiej osoby na krześle w centrum dużego rynku – zrozumielibyście mój sentyment. Po prostu usiąść i spojrzeć – to bardzo mocne doznanie już po kilku godzinach. A po miesiącach takiego życia wnętrza człowieka nie wypełniają już ciepłe domowe klimaty ale zapachy i nastroje miasta. A gdy zasypia czuje jego przestrzeń.

new-2

W świecie pełnym hałasu przemieszczałem się ze sztalugą w tumelach ciszy – obserwując harmonię. Przemykałem w tym „upperground”, który zbudowałem ze skupienia w imię dobrej komunikacji z pięknem.

Pewnego dnia zobaczyłem coś co mnie przeraziło: piękno dziś to nie jest wybór – to konieczność. To ukojenie i schronienie przed atakującym szumem informacji i gwaru (hałas miasta choć na codzień spójny to jednak niezbyt jest budujący).

4

Piękne więc stało się dla mnie tym co dawało mi schronienie wbrew rozdygotanemu miastu, myślom, nerwom, sytuacjom i samotności. W swojej wyobraźni, siedząc na ulicy, budowałem wnętrze z wyobraźni i było to piękne wnętrze: ściany z ciszy, bezpieczeństwa i możliwości które dawały mi plamy i barwy.

lesson

Na koniec to porzuciłem i bez ucieczki usiadłem na jednej z ulic i miałem wrażenie że między pędzlem a obrazem miasta w siatkówce mojego oka niewiele zostało.

(Kilka słów, impresji opisałem też tutaj):

https://wnetrzasikory.wordpress.com/2014/01/13/architektura-wnetrz-to-malowanie-obrazow-z-przestrzeni/

Zwykły wpis
Opis zawodu, rozmyślania

IMPRESJE O STYLU, SENSIE TWORZENIA I BYCIU TWÓRCĄ

1. ROZMYŚLANIA NAD STYLEM

Kiedy czuję, że to co projektuję może mieć jeden wspólny styl? Po czym go poznaję? Jak jakiś wątek, motyw, geometryczny element bardzo mnie męczy. Forma natrętna to jest styl.

Ogólnie posiadanie „stylu” jest dla mnie przeciwieństwem otwartości i kreatywności. Styl jest moim zdaniem dla ludzi bez wyobraźni i dla leniuchów. Co najwyżej styl ograniczony do pewnej serii prac lub sezonu.

Trudno mi sobie wyobraźić coś bardziej nudnego niż nałożenie na siebie sztywnego, niezmienialnego stroju „kosmonauty” tzw. stylu. Każdy wtedy mówi – „patrzcie – ona ma styl. Nie może się ruszać, ale za to go lubimy. Ma styl – jest rozpoznawalny…”

Z pewnością jednak nasze dzieła mogą mieć jakiś wspólny mianownik. Ale niech szukaniem go zajmą się inni. Celowe wymyślanie własnego stylu uważam za przewrotny rodzaj próżności.

2. ROZMYŚLANIA NAD STYLEM PRACY

Dla mnie kluczowy jest styl pracy, styl tworzenia. Taki styl to osobiście uznaję i lubię.

Jakie są jego wyznaczniki? Ciągły rozwój, idealizm, nowe wyzwania, pokonywanie słabości, obiektywizm, dialog pomiędzy potrzebami odbiorcy projektu a potrzebami twórcy, bycie odważnym, bycie pracowitym.

Mam też nadzieję, że na swojej drodze spotykacie mentorów. Jak tylko możecie zanurzcie się głęboko w ich świat – poznajcie ich działanie, styl bycia, wady i zalety od podszewki. A potem jak tylko ich sposób myslenia będzie częscią waszego porzućcie porównywanie się. To wymaga odwagi ale tylko odwaga działania w oparciu o własne wyczucie i przekonania ma sens i siłę sprawczą. Gdyby było inaczej twórczość nie miałaby takiej wartości.

3. ROZMYŚLANIA NAD SENSEM TWORZENIA

Uwielbiam tworzyć nieistniejące światy od podstaw. Jest to dla mnie esencja architektury – powoływanie do życia form w wyniku aktu woli. Pierwsza jest intencja, potem przychodzi wola, potem ona prowadzi twórcę przez kolejne działania.

Ale ten początek – przekształcanie się woli w formy  w czyn twórczy uwielbiam szalenie. Komputer wspomaga mnie w tym i jest najlepszym przyjacielem. Podobnie jak ołówek choć ten drugi posiada inne, bardziej szlachetne, właściwości.

Tworząc wnętrza mam nieodparte wrażenie, że prowadzę ciągły dialog z samym sobą. Ja będący pełen woli w stanie kreatywnym rozmawia z ja analizującym, patrzącym, czującym. To co jest w mojej głowie, wyobraźni – kontra to co jest na ekranie, w pikselach, w przestrzeni 3d programu do modelowania. To co bym chciał kontra to co widzę i to co stworzyłem. I w końcu efekt kontra Inwestor. Ten ostatni etap jest dla mnie najtrudniejszy. Pokazywanie efektu finalnego docelowemu użytkownikowi przestrzeni lub jej mieszkańcowi jest momentem dla mnie krępującym. Bo oto nie ma już miejsca na wyobraźnię – poczucie wartości pracy w głowie i słowach Inwestora jest jak przecięcie pępowiny intymnej relacji twórcy z dziełem, które dotychczas było tylko jego. Oto po nocy marzeń wstaje dzień światła wyraźnego i trzeźwego spojrzenia na efekt pracy.

I nie ma już pytań – dzieło jest wartością i następują odpowiedzi. Odpowiedź pierwszej spontanicznej reakcji Inwestora, odpowiedź w postacji realizacji i odpowiedź finalna w postaci gotowego dzieła w przestrzeni. I na koniec ostateczna odpowiedź czy odało się zrealizować projekt zgodnie z pierwotną intencją, wolą, aktem twórczym. Czy te wszystkie wartości przetrwały próbę umiejętności, czasu, wytrwałości i różnych zależnych od nas i niezależnych sytuacji.

4. ROZMYŚLANIA NAD TWÓRCĄ

Twórca, architekt, to turysta w świecie form wyobrażonych i wcielanych potem w życie. To medium łączące intencje, idee, wolę z czynem, aktem powoływania do życia nowych form. To osoba które formuje porządek tam gdzie może nie być jeszcze nic albo tam gdzie to co jest budzi poczucie dysharmonii. Twórca to samotnik. To osoba, która jest w ciągłej drodze. To odważny człowiek, który ciągle odczuwa niedosyt i walczy o harmonię. To rzecznik piękna, jego ambasador.

A ty jak byś siebie określił? Kim jesteś?

Zwykły wpis