Opis zawodu, rozmyślania

IMPRESJE O STYLU, SENSIE TWORZENIA I BYCIU TWÓRCĄ

1. ROZMYŚLANIA NAD STYLEM

Kiedy czuję, że to co projektuję może mieć jeden wspólny styl? Po czym go poznaję? Jak jakiś wątek, motyw, geometryczny element bardzo mnie męczy. Forma natrętna to jest styl.

Ogólnie posiadanie „stylu” jest dla mnie przeciwieństwem otwartości i kreatywności. Styl jest moim zdaniem dla ludzi bez wyobraźni i dla leniuchów. Co najwyżej styl ograniczony do pewnej serii prac lub sezonu.

Trudno mi sobie wyobraźić coś bardziej nudnego niż nałożenie na siebie sztywnego, niezmienialnego stroju „kosmonauty” tzw. stylu. Każdy wtedy mówi – „patrzcie – ona ma styl. Nie może się ruszać, ale za to go lubimy. Ma styl – jest rozpoznawalny…”

Z pewnością jednak nasze dzieła mogą mieć jakiś wspólny mianownik. Ale niech szukaniem go zajmą się inni. Celowe wymyślanie własnego stylu uważam za przewrotny rodzaj próżności.

2. ROZMYŚLANIA NAD STYLEM PRACY

Dla mnie kluczowy jest styl pracy, styl tworzenia. Taki styl to osobiście uznaję i lubię.

Jakie są jego wyznaczniki? Ciągły rozwój, idealizm, nowe wyzwania, pokonywanie słabości, obiektywizm, dialog pomiędzy potrzebami odbiorcy projektu a potrzebami twórcy, bycie odważnym, bycie pracowitym.

Mam też nadzieję, że na swojej drodze spotykacie mentorów. Jak tylko możecie zanurzcie się głęboko w ich świat – poznajcie ich działanie, styl bycia, wady i zalety od podszewki. A potem jak tylko ich sposób myslenia będzie częscią waszego porzućcie porównywanie się. To wymaga odwagi ale tylko odwaga działania w oparciu o własne wyczucie i przekonania ma sens i siłę sprawczą. Gdyby było inaczej twórczość nie miałaby takiej wartości.

3. ROZMYŚLANIA NAD SENSEM TWORZENIA

Uwielbiam tworzyć nieistniejące światy od podstaw. Jest to dla mnie esencja architektury – powoływanie do życia form w wyniku aktu woli. Pierwsza jest intencja, potem przychodzi wola, potem ona prowadzi twórcę przez kolejne działania.

Ale ten początek – przekształcanie się woli w formy  w czyn twórczy uwielbiam szalenie. Komputer wspomaga mnie w tym i jest najlepszym przyjacielem. Podobnie jak ołówek choć ten drugi posiada inne, bardziej szlachetne, właściwości.

Tworząc wnętrza mam nieodparte wrażenie, że prowadzę ciągły dialog z samym sobą. Ja będący pełen woli w stanie kreatywnym rozmawia z ja analizującym, patrzącym, czującym. To co jest w mojej głowie, wyobraźni – kontra to co jest na ekranie, w pikselach, w przestrzeni 3d programu do modelowania. To co bym chciał kontra to co widzę i to co stworzyłem. I w końcu efekt kontra Inwestor. Ten ostatni etap jest dla mnie najtrudniejszy. Pokazywanie efektu finalnego docelowemu użytkownikowi przestrzeni lub jej mieszkańcowi jest momentem dla mnie krępującym. Bo oto nie ma już miejsca na wyobraźnię – poczucie wartości pracy w głowie i słowach Inwestora jest jak przecięcie pępowiny intymnej relacji twórcy z dziełem, które dotychczas było tylko jego. Oto po nocy marzeń wstaje dzień światła wyraźnego i trzeźwego spojrzenia na efekt pracy.

I nie ma już pytań – dzieło jest wartością i następują odpowiedzi. Odpowiedź pierwszej spontanicznej reakcji Inwestora, odpowiedź w postacji realizacji i odpowiedź finalna w postaci gotowego dzieła w przestrzeni. I na koniec ostateczna odpowiedź czy odało się zrealizować projekt zgodnie z pierwotną intencją, wolą, aktem twórczym. Czy te wszystkie wartości przetrwały próbę umiejętności, czasu, wytrwałości i różnych zależnych od nas i niezależnych sytuacji.

4. ROZMYŚLANIA NAD TWÓRCĄ

Twórca, architekt, to turysta w świecie form wyobrażonych i wcielanych potem w życie. To medium łączące intencje, idee, wolę z czynem, aktem powoływania do życia nowych form. To osoba które formuje porządek tam gdzie może nie być jeszcze nic albo tam gdzie to co jest budzi poczucie dysharmonii. Twórca to samotnik. To osoba, która jest w ciągłej drodze. To odważny człowiek, który ciągle odczuwa niedosyt i walczy o harmonię. To rzecznik piękna, jego ambasador.

A ty jak byś siebie określił? Kim jesteś?

Reklamy
Zwykły wpis
Uncategorized

Żyjemy w mało twórczym i zaprogramowanym świecie

Chris Mccandless powiedział, kiedyś: „Nieważne by być mocnym ale ważne by czuć się mocnym”.

Jan Paweł II powiedział: „Życie nie tylko jest dane ale także zadane”.

Armstrong powiedział: „What a wonderfull world”.

Drugi Armstrong powiedział „Mały krok dla człowieka a wielki dla ludzkości”.

Te cytaty oraz kilka innych autorstwa znakomitych osobistości, stanowiły, od czasu jak skończyłem 15 lat, mój osobisty barometr platońskiej triady– dobra, prawdy i piękna. A jako że zawsze byłem idealistą o krótkiej pamięci – były mi one niezbędne.

Te kilka cytatów wymienionych powyżej łączy kilka kluczowych, moim zdaniem, aspektów pracy twórczej:

-ważne by czuć to co się robi i się nie poddawać,

-nie ważne w którym miejscu drogi na szczyt góry jesteś – ważne co z nim robisz,

-nie oglądaj się na innych i rób swoje,

-nie jest ważny cel ale droga,

-liczą się nowe wyzwania,

-życie jest piękne.

Te zasady, doprowadziły mnie w wieku 18 roku życia m.in. do wyprowadzenia się z domu i pozbycia się telewizora. Nie chciałem by ktoś mi mówił jak mam myśleć w sposób tak nachalny, banalny i natarczywy. Zawsze ceniłem sobie wolność myślenia ponad niewolę bezmyślności.

Dziś go włączyłem znowu. Po dwóch godzinach gdy piszę ten wpis, telewizor leży za oknem i liże go pies sąsiada.

Obrazek

To spotkanie z telewizorem było parszywe – oglądnąłem popularny program, w którym jedni śpiewają a inni ich oceniają.

Pierwszy prezenter powiedział dzisiaj: „Wyślij esemesa to ten smartfon będzie twój”,

Prezenterka powiedziała 40 razy: „Ten wokal to odkrycie, zniewolił mnie”,

Przypadkowy wokalista zjadł 17 parówek lokując tym samym produkt.

Inny wokalista przyznał się ekshibistionistycznie na wizji, że umarła mu babcia, podnosząc tym samym oglądalność.

Te cytaty oraz kilka innych autorstwa wyreżyserowanych osób, ustanowiły, do czasu jak skończyły się czwarte piętnastominutowe reklamy, mój osobisty barometr parszywej triady – zła, kłamstwa i brzydoty. A jako że zawsze byłem idealistą o krótkiej pamięci – ten wpis jest mi niezbędny.

Te kilka cytatów wymienionych powyżej łączy kilka kluczowych, moim zdaniem, aspektów pracy mało twórczej:

-ważne jest by inni czuli co chcemy i by robili to niestrudzenie,

-góra jest ze złota prestiżu, mamony i władzy,

-inni nie są ważni, jesteś najlepszy,

-nie ważna jest droga, ważny jest szczyt,

-liczy się sława,

-życie jest na pokaz.

Obrazek

Te zasady, doprowadziły mnie właśnie do napisania na blogu. Nie jestem bowiem w stanie znieść tego do jakiej rangi sprowadza się pracę twórczą oraz twórcę.

Obrazek

Cała tą telewizję, zaczynając od szerszego kontekstu, pełną reklam, wtłaczania człowiekowi informacji i narzucania trendów postrzegam jako jedną wielką maszynę do robienia z ludzi bezmyślnych konsumentów. Stosowane są wszelkie niedelikatne środki, które zabijają nie tylko ulotność refleksji jak i jej intymność. Wszystko jest na pokaz, na sprzedaż, ma swoją cenę itd. Widać wyraźnie, że dla funkcjonowania świata opartego na dobrach materialnych, potrzebne jest pewne ujednolicenie ludzi. Największe zyski są wtedy gdy można zaprogramować co się komu spodoba i wmówić mu, że potrzebuje tego do życia. Oczywiście na temat moich powyższych frustracji powstały tysiące książek. To żadna tajemnica.

Ale czy postrzeganie świata przez pryzmat własnych zasad nie zaczyna nią być?

Czy kogoś z Was to też boli? 

Obrazek

Zwykły wpis
Uncategorized

KIM BYŁ PIERWSZY ARCHITEKT WNĘTRZ?

PO CO NAM WNĘTRZA?

Wnętrza w pierwszej kolejności powstały jako schronienie dla człowieka. Człowiek uciekał, podobnie (jak np. ptaki budujące gniazda) przed kaprysami zmiennych żywiołów. Jako istota stałocieplna potrzebował miejsca, gdzie mógłby mieć pewność, że nie zamarznie, nie zmoknie i nie wyschnie z wycieńczenia. W następnej kolejności wnętrza zaczęły służyć innym potrzebom z podstaw Piramidy Masłowa takim, jak pomoc przy przygotowaniu pożywienia itp.

Obrazek

(piramida Potrzeb Masłowa)

Drugim ważnym aspektem była obecność dzikich zwierząt oraz innych ludzi, którzy mogli nie być nastawieni do danego osobnika, grupy ludzi, pokojowo.

O ile w pierwszym przypadku potrzebny był jedynie dach i ściany, o tyle obecność intruzów wymagała postawienia jasnej granicy między tym, co jest wnętrzem, a tym, co stanowi „zewnętrze”. Ta granica musiała jednak pozwalać na opuszczanie schronienia w celu pozyskania pożywienia, materiałów etc. Co oczywiste – te parawany, sterty kamieni, zasieki itp. stały się później czymś co kulturalnie nazywamy drzwiami.

WYKSZTAŁCANIE STREF FUNKCJONALNYCH WNĘTRZA

Mając już zapewnioną (w miarę możliwości i umiejętność wskrzeszania ognia) stałą temperaturę oraz gwarancję co do nienaruszalności wnętrza przez szerokopojętych wrogów, człowiek pierwotny mógł przejść do kolejnego etapu – budowania zasad koegzystencji „domowników”.

Zasady te wykształciły się naturalnie na bazie podstawowych potrzeb fizjologicznych człowieka. Potrzeby te ustanowiły również pierwszy układ funkcjonalny wnętrza, podzieliły je na:

-przestrzeń ogólnodostępną – egzystencjalną,

-przestrzeń przygotowywania jedzenia,

-przestrzeń „łazienki”,

-miejsce snu.

Również, co dość ważne, potrzebne były ciągi komunikacyjne. Dla przykładu: w grocie, w której koczowało określone plemię, między legowiskami musiało być przejście pozwalające na komunikację pomiędzy przestrzeniami funkcjonalnymi wnętrza oraz na osi wnętrze/zewnętrze.

To, jaki był rozkład tych pomieszczeń, zależne było od miejsca geograficznego, dostępnych „lokali” lub materiałów do ich budowy, poziomu kultury. Jednak można przyjąć kilka ogólnych zasad, towarzyszących wykształcaniu się takich stref funkcjonalnych:

-sen odbywał się z dala od wejścia (przeciągu),

-miejsce przygotowywania pożywienia znajdowało się z dala od przeciągów / wejścia,

-strefa snu znajdowała się przy ścianach lub w bezpośrednim sąsiedztwie źródła ciepła (miejsca przygotowywania pożywienia),

-”wychodek” znajdował się z dala od przestrzeni przygotowywania pożywienia, snu i przebywania (z wiadomych powodów),

-schronienie znajdowało się w miejscu, gdzie woda była dostępna – co zapewniało bezpieczeństwo.

Zaskakujące, że dziś nadal tak żyjemy! No, może poza faktem poszukiwania mieszkania blisko rzeki lub jeziora…

Obrazek

(absurdalna przestrzeń – luksusowy apartament wydrążony w skale)

CZŁOWIEK I OZDABIANIE WNĘTRZA

Co się działo, gdy przestrzenie te już były wykształcone? Taki człowiek, mieszkaniec, mógł spokojnie usiąść i rozejrzeć się po wnętrzu.

Ten stan każdy z nas zna, gdy wróciwszy z pracy, po przygotowaniu jedzenia, usiądzie wygodnie w fotelu – pierwszemu przypływowi przyjemnego relaksu często towarzyszy spojrzenie na pustą relaksującą ścianę (lub równie puste wnętrze naszych powiek 🙂

I choć naukowcy spierają się co do faktu, dlaczego człowiek pierwotny zaczął upiększać wnętrza, to jedno jest pewne: zaczął to robić bardzo wcześnie w stosunku do swoich późniejszych zapędów konstruktorskich.

Obrazek

(pierwsi twórcy zostawiają ślad/podpis)

Osobiście uważam, że było to związane z faktem regularnej rytmiki ludzkich kroków w trakcie marszu oraz rytmiki występujących w naturze kształtów. I choć o ile kształty po oderwaniu od nich wzroku (jest to widoczne najbardziej przy zamknięciu oczu) tworzą na krótki czas w naszej siatkówcie negatyw widzianych form (pisał o tym obszernie Władysław Strzemiński w „Teorii widzenia”), o tyle rytm kroków tworzył takie „powidoki dźwiękowe”. Zjawisko to do dzisiaj jest wykorzystywane przez twórców muzyki – pewne rytmy po prostu wpadają do głowy i sukces odnoszą te piosenki, które „wpadają w ucho”. Nie jesteśmy więc w stanie pozbyć się ich z naszej głowy. Po prostu ciągle je słyszymy – taka jest naturalna właściwość naszego umysłu, związana z jego pamięcią.

człowiek pierwotny

(rysunek który wykonałem w kolumbijskiej dżungli – członek plemienia Jagua w trakcie budowania prymitywnego domostwa)

Moim zdaniem, taki pierwotny człowiek, wróciwszy do swojej siedziby, nadal rytmicznie wystukiwał stopą wcześniejsze kroki – tak narodziła się muzyka. A jeśli przy okazji miał w ręce jakiś kijek, to mógł nim na ziemi ten rytm narysować – tak narodził się rysunek, malarstwo.

Obrazek

(pierwsze ślady estetyzacji, które nie wynikały bezpośrednio z aspektów funkcjonalnych)

Oczywiście taki człowiek bardzo szybko zauważył, że może kształtować otaczającą go przestrzeń – i takim kijkiem lub np. ostrym kamieniem, wyrysowywać dowolne formy. Tak narodziło się ozdabianie przestrzeni oraz wnętrz. Tak narodził się również architekt wnętrz pełniący rolę osoby nie tylko odpowiedzialnej za funkcjonalny aspekt przestrzeni, ale także jej wymiar estetyczny.

Early Human blowing pigment onto hand to create hand silhouette on cave wall.

(czy tak wyglądał pierwszy architekt wnętrz?)

Obrazek

(„Kaplica Sykstyńska” paleolitu – grota w Lascaux we Francji)

PIERWSI ARCHITEKCI WNĘTRZ

Od dnia gdy pierwszy artysta kreśłił kijkiem linie na wodzie i ziemi, na drewnie i na skale, minęło trochę czasu. Dziś projektant od lat 80. ma do dyspozycji komputer i programy tak genialne, że są w stanie policzyć konstrukcję Wieży Eiflla w 15 minut. Jednak nic nie zastąpi tego pierwotnego (jak to pisze w swojej książce Karim Rashid) „kontaktu ludzkiej ręki trzymającej ołówek z płaszczyzną kartki”. Jako, że zbliżają się dla mnie dwa tygodnie „powrotu do korzeni” i zanurzenia w świat malarstwa – świat form, powidoków moich marzeń i geometrii – wszystkim projektantom czytającym mojego bloga życzę powrotu do korzeni – bez komputera. To co się pojawi może być nam zaskakująco bliskie i wartościowe!

ja rysuje

(siedzę przed Machu Pichu w Peru i rysuję te zagadkowe, kamienne konstrukcje)

!!! JELI CHCESZ BY NA BIEZACO Z NOWYMI PISAMI KLIKNIJ FOLLOW !!!

Zwykły wpis